Nasze świadectwa nawrócenia
MAREK
Bóg przemawiał do mnie w różny sposób od czasów dzieciństwa, przez piękno stworzenia i Słowo Boże, lecz dobitnie przemówił, posyłając swojego sługę z Dobrą Nowiną o ratunku w Jezusie Chrystusie.
Bóg wybrał akurat taki moment mojego życia, gdy to, czym dotychczas żyłem i na czym budowałem swoje życie rozpadło się jak domek z kart. Ukochana kobieta, z którą wiązałem plany na przyszłość, odeszła.
A ja, siedząc na ławce, zastanawiałem się co dalej robić ze swoim życiem. I właśnie wtedy podszedł do mnie Jego człowiek. Mówił mi o Chrystusie i o zbawieniu w Nim. Ale również pokazał mi konkretne skutki decyzji pójścia za Jezusem w jego życiu. Poznał mnie też z innymi chrześcijanami z różnych wspólnot. Dzięki temu zobaczyłem całkowicie nowy obraz chrześcijaństwa, które w głównej mierze opiera się na osobistej relacji człowieka z Panem Jezusem.
Przez ponad pół roku Bóg pracował nade mną, używając swojego słowa w Biblii, którą codziennie czytałem, oraz swoich ludzi, z którymi spędzałem dużo czasu w ich domach.
W końcu stanąłem bezradny przed Bogiem, wyznałem Mu swój grzech, który mnie obciążał i poprosiłem jednego z chrześcijan o modlitwę, bym został uwolniony od ciężaru mojego grzechu.
Pan odpowiedział na moje wołanie o pomoc. Doświadczyłem wolności i pokoju w sercu. Wolności od własnych wysiłków, by podobać się Bogu. Byłem Mu bardzo wdzięczny.
Cieszyłem się nowym życiem z Jezusem, moim Zbawicielem. A On cieszył się ze mnie, że zawróciłem ze swojej drogi i powróciłem do domu Ojca w niebie.
Niedługo po tym przyjąłem chrzest wiary wobec świadków i przyłączyłem się do społeczności, do której należeli poznani przeze mnie chrześcijanie.
Dwa lata później Pan dał mi również kochającą żonę. I jest to najwspanialszy prezent od Niego dla mnie. Odpowiedział w ten sposób na moją głęboką potrzebę, by mieć towarzyszkę w życiu.
ANDRZEJ
Od kiedy pamiętam, czułem, że nie pasuję do otaczającego mnie świata. Nie umiałem nawet tego wyjaśnić, ale czułem się inny.
Zacząłem zadawać sobie pytania dlaczego jestem, dlaczego dzieje się w moim życiu to a nie coś innego, czy moim życie rządzi przypadek, dlaczego mam pecha albo szczęście? Generalnie nie akceptowałem tego, że moje życie zależy od jakiegoś przypadku.
Mój świat był zawsze logiczny, oparty na moim rozumie, analizowaniu faktów, logicznym myśleniu, wyciąganiu wniosków. Nie było w nim miejsca ani na przypadek, ani na pecha, ani na szczęście.
Chodząc do kościoła katolickiego w niedzielę i święta, zacząłem dostrzegać przepaść między tym, co było tam czytane z Pisma Świętego, a tym jak ci, którzy to mówili i ci, którzy ich słyszeli, postępowali w swoim życiu. Odkryłem, że Jezus, o którym tyle mówiono w kościele nakazuje tylko miłować Jego i miłować bliźniego swego. Nic ponadto, żadnych mszy, żadnych spowiedzi i wielu innych rzeczy, które nakazywał kościół.
Dokładnie mogłem zaobserwować to w mojej rodzinie. Moja babcia serdecznie nienawidziła mojego ojca. Żyli ( pod jednym dachem ) w ciągłych konfliktach i kłótniach. Babcia - zagorzała katoliczka pokazywała mi właśnie tę przepaść między swoim codziennym życiem i postawą wobec bliźniego a swoją „pobożnością” - na pokaz w niedziele. Zapytałem ją kiedyś dlaczego tak nienawidzi mojego ojca, podczas gdy tak często chodzi do kościoła, w którym ciągle mówią, że należy miłować swojego bliźniego. Odpowiedziała mi, że wcale nie musi go kochać.
I to był punkt zwrotny w moim patrzeniu na kościół katolicki. Nie tego szukałem w życiu. Nie udawanego życia w kłamstwie i podwójnej moralności - „45” minutowy katolik niedzielny i cały pozostały tydzień życia według swojego ja, nic nie mającego wspólnego z Bogiem.
Szukałem odpowiedzi na pytania o Boga, o cel mojego życia, kto i dlaczego rządzi tym światem, dlaczego w moim życiu dzieje się to a nie tamto. Wymyśliłem, że odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdę w innym kościele niż ten, w którym regularnie bywałem. Zacząłem wiec uważnie słuchać kazań w czasie mszy. Im więcej jednak słuchałem, tym problem robił się coraz większy. Ja po prostu nic z tego, co mówiono na kazaniach i w ogóle w kościele nie rozumiałem. Pewnej niedzieli po mszy, na spotkaniu ze znajomą zapytałem ją: Jak to jest - dlaczego ja, będąc wykształcony, uważający się za w miarę inteligentnego człowieka kompletnie nic z tego nie rozumiem co oni mówią na kazaniu. Ku memu zdziwieniu, znajoma powiedziała mi dokładnie to samo o sobie, że też nic z tego nie rozumie. Więc, po co my chodzimy do kościoła ? - zapytałem ją. Odpowiedzi nie było. Doszedłem do wniosku, że w tym kościele nie umieją przystępnie i zrozumiale mówić o Bogu. Zacząłem, więc co niedzielę odwiedzać inne kościoły w moim mieście, żeby zrozumieć o czym tam mówią. Okazało się, że w pozostałych kościołach było dokładnie tak samo. Nic nadal nie rozumiałem z kazań głoszonych i w tamtych kościołach. Zacząłem więc od źródła – zacząłem szukać Boga a właściwie szukać odpowiedzi na moje pytania u Niego.
W 2001 r. znajoma zaczęła mnie namawiać, żeby poszedł z nią do kościoła zielonoświątkowego, który znajdował się blisko jej domu, bo jak twierdziła była tam „fajna duchowa atmosfera”. Wykręcałem się kilka razy od tych zaproszeń, ale w końcu, dla tzw. „świętego spokoju”, poszedłem z nią, żeby przestała mnie namawiać.
Było to w jakąś środę wieczorem w maju 2001 r. Idąc tam byłem przekonany, że popełniam grzech. Trochę się bałem tego, ale poszedłem.
Było zupełnie dziwnie, żadnej mszy tylko dużo śpiewali na początku a potem jakiś człowiek stanął za kazalnicą i zaczął mówić.
Byłem zaszokowany tym co usłyszałem. Ten człowiek, którego widziałem pierwszy raz w życiu - mówił do mnie!. O moim życiu, o moich problemach, o moich grzechach. Zacząłem płakać. Byłem tak mocno poruszony w sercu, że nie mogłem się opanować. Ale te słowa, to co słyszałem, nie były ani wyrzutami ani oskarżeniami. Płynęła z nich miłość, radość i pokój.
Wtedy już wiedziałem, że znalazłem to czego szukałem całe życie. Że znalazłem Boga, znalazłem JEZUSA, którego tak długo szukałem, który mnie KOCHAŁ. Wiedziałem, że dotarł do mojego serca i chce je zmienić. Byłem szczęśliwy. Po spotkaniu, w stołówce rozmawiali ze mną przemili ludzie - małżeństwo mówiąc mi jaki cud Bóg uczynił w ich życiu dając im dwie córki mimo problemów zdrowotnych ich matki, które praktycznie wykluczały, żeby mogła mieć dzieci. Wychodząc stamtąd powiedziałem im, że na pewno tam wrócę.
Następnego dnia w mojej pracy, wszystkim opowiedziałem że byłem w zborze zielonoświątkowym i co się tam wydarzyło. Nie mogłem opanować radości z tego, że spotkałem Jezusa.
Od tego dnia, w którym znalazłem Boga, On sam zaczął zmieniać moje życie. Po kilku tygodniach poszedłem ponownie do tego zboru. Już w niedziele, na nabożeństwo. Bez żadnego namawiania, po prostu pragnąłem spotkać się znowu z Bogiem, który tam był.
Po 2 – 3 tygodniach zorientowałem się, że Bóg sam, bez mojego proszenia zabrał ode mnie moje grzechy. Tak po prostu zniknęły, a w raz z nimi pokusy. Bez moich jakichkolwiek starań i wysiłków.
Zacząłem przygotowywać się do chrztu wodnego, biorąc udział w spotkaniach z pastorem w zborze. Czytałem Biblię codziennie i cieszyłem się z tego wszystkiego co Bóg mi wyjaśniał i pokazywał, a właściwie to chłonąłem Boże Słowo jak gąbka. Wszystko było takie proste i oczywiste, znalazłem odpowiedzi na wszystkie moje pytania. Nie musiałem już dalej niczego szukać.. .Znalazłem to, czego szukałem całe życie. Znalazłem Jezusa, który w osobie Ducha Świętego przyszedł do mnie i zamieszkał we mnie. Znalazłem Przyjaciela - Jezusa, jakiego nigdy nie miałem. Uwierzyłem, że Jezus Chrystus umarł za wszystkie moje grzechy i dał mi pewność zbawienia, czyli pojednania mnie z Bogiem Ojcem. I to wszystko darmo bez jakichkolwiek moich uczynków i starań. Łaską zbawił mnie.
MARTA
Już od dzieciństwa widziałam obłudę ludzi, którzy uważali siebie za chrześcijan i wypełniali w mniejszym lub większym stopniu swoje powinności religijne, ponieważ tak bardzo chcieli się podobać innym ludziom, natomiast ich życie na co dzień było zaprzeczeniem jakiegokolwiek posłuszeństwa Bogu. Jeżeli On w ogóle dla nich istniał, to był bardzo daleki. W domu nie rozmawialiśmy o Bogu, ale jako dziecko miałam wrażenie, że wypada iść do kościoła w niedzielę i święta, bo co ludzie powiedzą...To stwarzanie pozorów powodowało, że często czułam sie w tym zagubiona i wolałam poszukiwać czegoś, co nadaje życiu sens, np. w sztuce...
Zetknięcie się z tematem Boga pojawiło się w czasach studenckich .Wyjechałam do Cieszyna na studia i podczas jednego ze spacerów po mieście ktoś zapytał mnie czy jestem pewna swojego zbawienia. To pytanie naruszyło mają prywatność, ale wkrótce studia, poznawanie ludzi, praca nad własnymi sposobami wyrażania się w sztuce na tyle pochłonęły moją uwagę, że nie czułam potrzeby chodzenia do kościoła i tracenia tam cennego czasu. Chciałam zostać malarką i temu podporządkować swoje życie.
Jednak pytanie zadane przez tego człowieka na ulicy nie dawało mi spokoju. W tym czasie w akademiku zetknęłam się z dziewczyną, która była Świadkiem Jehowy i będąc zafascynowana jej wiedzą biblijną i siłą przekonywania, rozpoczęłam kilkumiesięczne studium Biblii wspomagane ich podręcznikami i pisemkami. Moja współmieszkanka, która chodziła ze mną na to studium, pojechała na obóz chrześcijański i wróciła z nowiną, że jedynie uznanie Jezusa jako Pana i Zbawiciela i podążanie za Nim sprawia, że człowiek może dostąpić zbawienia. Dzięki tej wiadomości coś zaczęło się we mnie zmieniać i teraz wiem, że Bóg uratował mnie wtedy od wejścia do tej fałszywej organizacji.
Wkrótce poznałam ludzi w akademiku z Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Akademickiego, którzy opowiadali mi o ich żywej relacji z Bogiem i to było dla mnie niezmiernie odkrywcze. Już wtedy zapragnęłam tego samego. Tej samej radości wynikającej z pojednania się z Bogiem, czystego życia w posłuszeństwie Jego Słowu. To oni zwrócili mi uwagę na Biblię jako Słowo jedynego Boga, prawdziwe i wystarczające. Nie zdawałam sobie wcześniej sprawy, jak bardzo Kościół Katolicki wypaczył prawdy w nim zawarte. Te wszystkie fałszywe dogmaty nie mające oparcia w Biblii, jego historia, niemoralność papieży i hierarchów, homoseksualność i pedofilia, gromadzenie majątku, inkwizycja, obrzędy zakorzenione w praktykach pogańskich, zakaz czytania Biblii tak bardzo stały w opozycji do tego, czego pragnie od nas Święty Bóg.
Wtedy zdałam sobie sprawę jak bardzo byłam oszukiwana przez lata...
Przez około trzy miesiące nie mogłam spokojnie spać ponieważ moje myśli nieustannie krążyły wokół mojej wieloletniej ignorancji, braku świadomości istnienia Boga i życia duchowego oraz obaw, jak moja rodzina i znajomi tak bardzo zanurzeni w życiu materialnym przyjmą informację o moim nowym życiu z Bogiem. W głowie miałam też już nauki Świadków Jehowy i tak bardzo chciałam zacząć rozumieć Boże Słowo na nowo. Nie wiedziałam też, jak pogodzić życie z Bogiem jednocześnie zajmując się sztuką, która z natury nie jest bliska Bogu. Nie wiedziałam też, w jakim kościele znaleźć swoje miejsce. Miałam świadomość, w jakiej ciemności i ignorancji żyłam ciągle usprawiedliwiając swoje grzechy i niewiarę.
Nastąpił jednak moment w moim życiu, kiedy zdecydowałam, że pójdę za Jezusem, oddam mu swoje życie i zostanę Jego naśladowcą, chociaż nie miałam wszystkich odpowiedzi na te wcześniej stawiane sobie pytania. Bóg zabrał mi ten cały ciężar przytłaczających myśli. To był czas mojego narodzenia się na nowo. Pokutowałam przed Bogiem i wkrótce przyjęłam chrzest na znak posłuszeństwa i przymierza z Nim. To dało mi ogromną radość i pokój i pewność, że jestem na właściwej drodze.
Tylko Jezus jest jedyną Drogą, Prawdą i Życiem, jedynym pośrednikiem do naszego Boga Ojca, tylko On ma słowa żywota wiecznego...
Jemu niech będzie chwała!
MARIA
Mam 64 lata. W wieku 53 lat poznałam mego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa .Będąc katoliczką, zawsze myślałam, że znam Boga, lecz tak naprawdę nie znałam Prawdy, którą okazał się Pan. To mój Zbawiciel uratował mnie i wyzwolił mnie z grzechów, które nieustannie na mnie ciążyły.W moim życiu były używki jak alkohol, depresja, myśli samobójcze, brak akceptacji ze strony rodziny: męża,córki i syna i prawdziwa samotność. Szukałam Pana całe swoje życie i dziś wiem, że On zawsze był blisko przy mnie. Pan dał mi swój Boży pokój, wypełnił mnie całkowicie, nauczył patrzyć swoim spojrzeniem na ludzi. Moje życie, nowe życie jest w Jezusie Chrystusie. On stał się moją drogą i chcę iść za Nim.
EWA
Przez kilka lat spotykałam się z ludźmi, którzy czytali Biblię. Oni zachęcali mnie do czytania Pisma Świętego, bo to jest Słowo, które prowadzi do poznania Boga. W ten sposób, pomimo, że początkowo niewiele rozumiałam, poznałam Pana Jezusa Chrystusa, który zobaczył, że pragnę być Jego uczennicą, naśladować Go i iść za Nim.
Pan dał mi swego Ducha, który otworzył moje oczy i zmienił moje serce i który pomaga mi zrozumieć Pismo Święte. Wiem, że Bóg jest sprawiedliwy i dlatego też z bojaźni przed Nim - porzuciłam palenie papierosów i zmieniłam całkowicie swoje poglądy na życie oraz priorytety, którymi się kieruję.
Obecnie wiem, że najważniejsze są: wiara, miłość i zaufanie do Boga. On jest Bogiem Wszechmocnym, Stwórcą Nieba i Ziemi oraz wszystkiego co istnieje a my powstaliśmy z prochu ziemi, bez Niego nic uczynić nie możemy